Sławomir John Lipiecki Website
rejestraja
login hasło


U-booty typu VIIC - rozmowa z Autorem

Z Autorem - Sławomirem J. Lipieckim - rozmawia Daniel Wolszczak

 

U-Boot

 

Zagadnienie 1 :

Fakt, iż traktat wersalski nakładał na pokonane Niemcy różne obostrzenia spowodował wstrzymanie prac także nad okrętami podwodnymi. Niemcy, aby ominąć część ograniczeń, swoje fabryki amunicji przeniosły do Związku Radzieckiego, co później miało wiele kontrowersji przy tzw. „zbrodni katyńskiej”, gdzie radzieccy żołnierze strzelali z niemieckich kul do polskich oficerów. Jak to się miało w stosunku do Krigsmarine, czy odnotowano jakieś incydenty na morzu z testowaniem przyszłych niemieckich technologii?

 

Sam Traktat Wersalski i jego następstwa nie miały nic wspólnego z niemieckimi okrętami podwodnymi w kontekście produkcji podzespołów lub amunicji w ZSRR. To prawda, że Niemcy chcąc ominąć postanowienia traktatu skupili się na tajnych badaniach, jednak część z nich przeprowadzali u siebie, a część w Holandii.

 

W tym celu założono tam przedsiębiorstwo o nazwie "Ingenieurskantoor voor Scheepsbouw", które oficjalnie budowało okręty podwodne dla flot innych państw (m.in. dla Finlandii i Hiszpanii), zdobywając przy tym bezcenne doświadczenia potrzebne później dla rozwoju niemieckiej floty.

 

Oprócz projektowania okrętów, rozpoczęto również szkolenie kadr. W tym celu utworzono w 1933 roku w Kilonii specjalistyczną szkołę dla przyszłych podwodniaków, którą jednak oficjalnie nazwano "Szkoła zwalczania okrętów podwodnych". Dojście do władzy Adolfa Hitlera przyspieszyło proces remilitaryzacji Niemiec. Sekretny program przekształcił się w rzeczywisty rozwój floty (przemianowanej wówczas na Kriegsmarine), czego efektem było wprowadzenie do służby w czerwcu 1935 roku okrętu podwodnego U-1, pierwszej jednostki przybrzeżnego typu II. Jego konstrukcja oparta była na zbudowanym dla Finlandii okręcie „Vesikko”.

 

Uzbrojenie artyleryjskie oraz amunicję dla tych jednostek produkowały krajowe zakłady zbrojeniowe Kruppa z Essen. Największym sekretem objęte zostały jednak programy rozwoju torped, szczególnie akustycznych o napędzie elektrycznym. Żaden z choćby najdrobniejszych detali nie mógł przedostać się na tereny ZSRR!

 

Dopiero po zakończeniu II wojny światowej w ręce rosjan wpadły 4 okręty podwodne najnowszego typu XXI i po krótkiej adaptacji służyły w marynarce ZSRR, uzupełniając radzieckie zdobycze w zakresie tego typu  okrętów podwodnych w postaci kilku nieukończonych jednostek przejętych w zajętych przez Związek Radziecki stoczniach bałtyckich. Zastosowanie w tych okrętach szeregu nowatorskich rozwiązań uczyniło je bazą dla powojennego programu rozwojowego konstrukcji radzieckich. W ZSRR wybudowno ponad sto jednostek projektu 613, stanowiących w dużej mierze odwzorowanie niemieckich jednostek typu XXI (z mniej lub bardziej udanym skutkiem).

 

Zagadnienie 2:

Wspomniał Pan na temat dużego skoku technologicznego okrętów typu VII a i wygody dla załogi. Tymczasem w różnych opracowaniach znajduje się fragmenty, że największym problemem na okrętach podwodnych było wygospodarowanie miejsc dla załogi i praktycznie wykorzystywano prawie każdy wolny zakamarek.

 

Idąc tym tokiem rozumowania można postawić wniosek, że żaden wybudowany w latach 1920-1955 okręt podwodny nie był w żadnym razie komfortowy dla załogi. Nawet duże amerykańskie okręty podwodne typów Gato, Balao i Tench, pomimo posiadania przez te jednostki klimatyzacji, chłodni prowiantowych, osobnych koi podoficerskich i oficerskich, a nawet natrysków (!) nie były wygodne dla marynarzy w pełnym tego słowa znaczeniu.

 

Ba! Opinia ta nie znikła z ust podwodniaków również przy ocenie pierwszych jednostek podwodnych z napędem nuklearnym, jak choćby wprowadzonego 30 marca 1954 r. USS „Nautilius” (SSN-571). Praktycznie aż do wprowadzenia okrętów podwodnych o tzw. „kroplowym” kształcie kadłuba oraz systemów automatyzacji, pozwalających na znaczną redukcję liczby kadry na pokładzie, jednostki tej klasy były dalekie od standardów socjalno-bytowych panujących na analogicznej wielkości okrętach nawodnych.

 

Wspominając o wygodzie, miałem raczej na myśli gwałtowny skok, jaki dokonał się w tym zakresie w porównaniu do niewielkich, straszliwie ciasnych okrętów typu II. W zasadzie na tle tych jednostek, każdy oceaniczny okręt podwodny prezentował się o niebo lepiej pod względem komfortu życia załogi.

 

Zagadnienie 3:  

Kiedy przestano stosować w niemieckich okrętach działa okrętowego i czy częściej w zatapianiu jednostek nawodnych stosowano atak torpedowy, czy ostrzał z działa. Co miało wpływ na zastosowanie danej techniki walki?

 

To bardzo trudne pytanie, bowiem zagadnienie to nie dotyczyło wszystkich typów okrętów podwodnych, a na dodatek nie przyjęło się wszędzie nawet na tych, którym to zlecono (lub raczej – sugerowano). Generalnie pozostawiono tę kwestię do rozstrzygnięcia indywidualnym dowódcom poszczególnych U-bootów. W większości wypadków odrzucili oni koncepcję potrzeby posiadania okrętowej artylerii. Jej skuteczność, szczególnie w działaniach oceanicznych okazała się niewielka, a wynurzony okręt podwodny sporo ryzykował (szczególnie, że w późniejszym czasie niemal każdy większy statek miał na pokładzie uzbrojenie obronne, czasem całkiem pokaźne).

 

Przebicie kadłuba mocnego nawet małym kalibrem powodowało, że okręt nie mógł się później zanurzyć i tym samym był skazany na zniszczenie - wcześniej, czy później (wystarczyło zawołać samoloty). W ten sposób Rosjanie tracili masowo na Arktyce okręty podwodne typu "K", które próbowały na powierzchni przebijać się przez tropiące je dozorowce.

 

Co więcej, większość statków, nawet wcześniej uszkodzonych torpedą, wcale nie chciała tonąć na skutek ostrzału z relatywnie małego kalibru artylerii (88 mm). Czasem trzeba było “wpakować” w statek połowę, albo I więcej całkowitego zapasu amunicji (sic!) W tym kontekście zdecydowanie bardziej opłacało się dobić cel torpedą. Statystyki są tutaj bezlitosne; na 2919 zatopionych jednostek nawodnych, tylko 349 poszło na dno przy jakimkolwiek zastosowaniu artylerii okrętowej. Reszta padła łupem wyłącznie torped lub min morskich.

 

Zupełnie inaczej postrzegali jednak ten problem dowódcy okrętów podwodnych działających przeciw flocie ZSRR. Rosyjskie okręty I statki były jednostkami tak bardzo zacofanymi technicznie I tak łatwo zatapialnymi, że często wystarczyło oddać w ich kierunku zaledwie kilka strzałów z armaty kal. 88 mm. Stąd też U-booty typu VIIC działające przeciw żegludze rosyjskiej z powodzeniem używały artylerii aż do zakończenia II wojny światowej, nawet wówczas gdy były już okrętami podwodnymi w niemal pełnym tego słowa znaczeniu (chrapy).

 

Zagadnienie 4:

Max. Głębokością zanurzenia było ok. 200 m. Często zdarzało się tak, ze podczas wykrycia okrętu przez wrogą jednostkę np. niszczyciela stosowano atak bombami głębinowymi. Jaką oficjalną głębokość odnotowano poniżej której zszedł niemiecki okręt i przetrwał atak bombami głębinowymi. Jeden z najdłuższych nieprzerwanych ataków trwał ponad 6 godzin.

 

W tym miejscu należałoby uściślić kwestę, czy mówimy o maksymalnej głębokości operacyjnej, czy o maksymalnej bezpiecznej, a może o tzw. zniszczeniowej. Podana przez ciebie głębokość 200 m była maksymalną, jaką osiągnięto podczas testów wytrzymałościowych kadłuba. Trudno ją jednak nazwać bezpieczną, bowiem o ile na tej głębokości kadłub wytrzyma ciśnienie, ale pozostały delikatny osprzęt (że już o uszczelkach i dławikach linii wałów nie wspomnę) niekoniecznie. Dlatego nie zalecano schodzić tak głęboko, a jeśli już z jakiegoś powodu do takiej sytuacji dochodziło, starano się nie czynić tego na zbyt długo.

 

O wiele ciekawszą kwestią jest zagadnienie dotyczące tzw. głębokości zniszczeniowej. Dla jednostek typu VIIC oszacowano ją na ok. 250 m, zaś dla ulepszonego typu VIIC-41 aż 300 m. Praktyka pokazała jednak, że niemieckie okręty podwodne mają dalece lepszą gwarancję, niż wystawili im ją ich konstruktorzy. Pierwszy rekord zanurzenia został ustanowiony w listopadzie 1941 przez Oblt.z.S von Tiesenhausena na U-331 (typu VIIC). Unikając ataków bombami głębinowymi jego okręt podwodny chwilami utrzymywał głębokość wynoszącą 266 metrów, a więc taką, na której teoretycznie powinien przestać istnieć.  Z kolei Werner twierdzi, że jego U-230 (również typu VIIC) zszedł na głębokość aż 280 metrów, gdy był ostro atakowany w maju 1943 r., a więc podobnie jak słynny U-96 Heinricha Lehmann-Willenbrock, który również osiągnął głębokość w okolicach 280 m, gdy był atakowany pod Gibraltarem.

 

We wszystkich tych wypadkach, na skutek przebywania na tak znacznej głębokości, okręty odniosły bardzo poważne uszkodzenia i nie były zdolne kontynuować operacji. Kadłuby co prawda wytrzymały, ale cała reszta osprzętu poszła w zasadzie w przysłowiowe "drzazgi" i jedyne co pozostawało w takiej sytuacji, to wrócić do bazy, najlepiej w pełnym wynurzeniu (...)

 

Zagadnienie 5

Odnośnie braku klimatyzacji, kiepskiego systemu wentylacji i ogrzewania. Szczególnie cierpiały załogi operujące na Morzu Północnym i u wybrzeży Ameryki Południowej. W pierwszym przypadku natrafiłem kiedyś na opracowanie, które wskazywało, że płaszcze z ludzkiego włosia (które potem było filcowane) produkowano w obozach koncentracyjnych właśnie dla marynarzy, operujących na Morzu Północnym. Natomiast podczas wynurzeń w drugim przypadku zdarzało się, że po otwarciu włazów z okrętów wydobywał się żółto zielonkawy dym. Jak radzono sobie z takimi sytuacjami?

 

Brak klimatyzacji nie oznaczał braku systemu wentylacji. Wymiany powietrza zawsze dokonywano przy pełnym wynurzeniu jednostki (za równo za pomocą dmuchaw systemu wentylacyjnego jak i po prostu, poprzez otwarcie włazów pionowych). W późniejszym czasie, tj. gdy wprowadzono chrapy i okręty typu VIIC stały się już niemal całkowicie okrętami podwodnymi, częściowa wymiana powietrza stała się możliwa także w zanurzeniu (na tzw. głębokości chrap). Pełną, szybką wentylację wciąż jednak można było przeprowadzić jedynie na powierzchni.

 

Zagadnienie 6

Propaganda. Okazywało się, że najwięcej obsad U-botów stanowili ochotnicy z głębi Rzeszy, natomiast mężczyźni mieszkający w północnych Landach wiedzieli, czym „pachnie” służba na okręcie podwodnym. Odnotowano przypadek, że jedna ze szwajcarskich firm ubezpieczeniowych odmówiła ubezpieczenia załogi, gdyż okazało się, że przeciętna długość życia marynarza takiego okrętu wynosiła nieco 6 dni!

 

To prawda. Śmiertelność załóg w połączeniu z długim okresem szkolenia nowych była większym problemem dla Kriegsmarine niż utrata samego sprzętu. Propaganda oczywiście głosiła na lewo i prawo, że wszyscy z U-Bootwaffe to ochotnicy, specjaliści itd. Tymczasem często właśnie wybierano ich z głębi Niemiec, tak by nie byli w pełni świadomi, jak wygląda służba na okręcie podwodnym.

 

Zagadnienie 7:

Końcówka wojny sprawiła, że okręty pod względem kształtu zaczęły przypominać współczesne konstrukcje, kiedy zaczęto całkowicie bazować na silnikach elektrycznych, co utrudniało wykrycie i umożliwiało znaczne podejście do wrogich jednostek.   

 

To nie do końca tak. Współcześnie stosuje się raczej kształt kroplowy, więc zupełnie inny niż w niemieckich okrętach podwodnych typu XXI, które zapewne masz na myśli. Natomiast ww. jednostki faktycznie wytyczyły ścieżki rozwoju dla sił podwodnych na dziesięciolecia. Posiadały szereg rewolucyjnych rozwiązań, szczególnie w zakresie napędu elektrycznego, systemu wymiany powietrza, konstrukcji kadłuba itp. Czyniło to z nich prawdziwe okręty podwodne, a nie jak dotąd – jednostki nawodne z ograniczoną możliwością zanurzania.

 

Nie należy jednak zapominać, że także amerykańskie okręty podwodne miały swój znaczący udział w powojennym rozwoju jednostek tej klasy. Miały bowiem najlepszy system strzelania torpedowego na świecie (TDC), podobnie jak układy kierowania artylerią, a do tego systemy radioelektroniczne i hydroakustyczne niedościgłe w jakimkolwiek innym kraju. Co więcej, miały najwyżej oceniany socjal ze wszystkich jednostek podwodnych świata i w tym kontekście należy brać pod uwagę wysokie morale ich załóg jako czynnik decydujący o powodzeniu dowolnej misji. Dodam, że ich kadłuby sztywne wykonane były ze stali STS i tylko przez niedopracowanie systemu dławików na liniach wałów śrubowych oraz zbyt cienkiego poszycia kadłuba lekkiego nie osiągały takich głębokości jak ostatnie niemieckie konstrukcje. Nie było im to jednak potrzebne (…)

 

Zagadnienie 8:

Jak można najogólniej określić rolę i wpływ okrętów podwodnych na przebieg II wojny światowej?

 

Był ogromny! Przede wszystkim należy pamiętać, że celem wojen nie jest staczanie bitew, tylko obrona własnych linii zaopatrzeniowych, baz i innych obiektów strategicznych, a równocześnie przerywanie takich linii przeciwnikowi, niszczenie i zajmowanie jego baz – słowem, osiąganie pewnych celów strategicznych. W tym kontekście, niemieckie siły podwodne omal nie rzuciły Aliantów na kolana między 1942 a 1943 rokiem. Bez stałych dostaw z kolonii, osamotniona Wielka Brytania stanęłaby na krawędzi zagłady i musiała w końcu ulec. Problem częściowo rozwiązały coraz to nowsze systemy ZOP, ale przede wszystkim włączenie się do wojny USA, oraz… błędy popełnione przez strategów U-Bootwaffe, w tym m.in. zbyt ograniczona ilość akcji minowania z udziałem okrętów podwodnych.

 

Amerykanie także mocno odczuli efektywność niemieckich sił podwodnych na własnej skórze. U-booty w pierwszych miesiącach 1942 roku dosłownie zmasakrowały niczego niespodziewające się, nie konwojowane amerykańskie jednostki handlowe na Zatoce Meksykańskiej. Rezultatem był chroniczny brak tankowców i okrętów zaopatrzeniowych - można było zabezpieczyć logistycznie albo same pancerniki, albo same lotniskowce, ale nie jedne i drugie równocześnie. Tym samym Amerykanie pozbawieni zostali możliwości ofensywnego użycia swoich doskonałych skądinąd pancerników przeciw państwom Osi przez niemal rok czasu! Musieli polegać wyłącznie na lotniskowcach, co nie zawsze okazywało się rozwiązaniem słusznym.

 

Z drugiej strony, sami Amerykanie doprowadzili działanie własnych sił podwodnych do perfekcji. De stricto jedynymi jednostkami US Navy prowadzącymi w pierwszym roku trwania wojny działania ofensywne w prawdziwym znaczeniu tego słowa, były właśnie okręty podwodne Floty Pacyfiku (choć, jak pokazuje przykład Filipin, nie zawsze im je przydzielano jak należy). Do końca działań wojennych amerykańscy podwodniacy praktycznie unicestwili nawodne siły transportowe Cesarstwa Japonii. Okręty podwodne US Navy okazały się potężną bronią zarówno defensywną jak i ofensywną, która zdecydowanie niższym kosztem niż lotnictwo pokładowe, posłała na dno niewiele mniej lotniskowców wroga i o wiele, wiele więcej jednostek handlowych, co jest sprawą najistotniejsza w każdej wojnie. Gdy tylko okręty podwodne zastosowano w sposób właściwy, omalże całkowicie pozbawiły Japonię dostaw surowców, żywności, paliw, czyniąc praktycznie bezużytecznymi wielkie masy wojsk, stacjonujące na wyspach Pacyfiku i w Chinach (paraliżując także znacząco działania sił nawodnych Cesarskiej Floty). Przyczyniło się do tego nowe pokolenie podwodniaków, nie dopatrujące się sensu w wielogodzinnym kryciu się w głębinie, bo gdzieś w oddali zamajaczył pojedynczy samolot. Praktyka wojenna wykazała, iż postrzegany wyłącznie w roli „zwierzyny łownej lotniskowca” okręt podwodny, może całkiem skutecznie zapolować na ów lotniskowiec (choć nie jest to jego priorytetowe zadanie).

 

 

Grafika: 

https://de.wikipedia.org/wiki/U-Boote_heraus!_Mit_U-Boot_178_gegen_den_Feind_%281918%29 

(plakat propagandowy z końca I wojny światowej)

 

 

D. Wolszczak w rozmowie z S. J. Lipieckim

Przybornik
Jesteś 30881 majtkiem na pokładzie.

Przeszukaj witrynę:



 

Morze Statki i Okręty - FB

 

Mój baner:

 

 

Zaprzyjaźnione serwisy:

 

          USS Iowa (BB-61)

USS Iowa Association - Battleship Pacific Center

 

Sklei i serwis komputerowy

 

 

 

 

 


   Mapa strony

Portfolio
       Sławomir Lipiecki
        Publicystyka
        Rysunki i Grafika
        Webdesign
Okręty
        Artykuły
        Recenzje
        Modele
        Źródła
MSiO
        Numery
        Facebook
        Magnum-X
Koty
        Artykuły
        Źródła
        Mój poradnik
Persido
        Żywot człowieka poczciwego
        Kogut domowy
        Zgrupowanie AK Podlasie
        Galeria
Galeria
        Moje prace
        Okręty
        Koty
        Różne
Kontakt
   Szybki kontakt

Telefon: (0) 666 941 766
E-mail: irbis@warships.com.pl
   Narzędzia

   Stali współpracownicy :

Daniel Wolszczak
E-mail: persido@warships.com.pl

Barbara Cebulska
E-mail: barbaracebulska@warships.com.pl



Copyright (c) Sławomir Lipiecki